Przez większość czasu polityka obchodzi mnie tyle co nic – i wcale się tego nie wstydzę, bo z wyczynami polityków jest jak z bohaterami “Mody na sukces” – niezależnie od tego w którym momencie zaczyna się śledzić ich poczynania, jest się tak samo zorientowanym.Powód jest prosty – zarówno Ridge “Kwadratowa szczęka” Forrester, jak i znaczna większość posłów i senantorów w swoim postępowaniu nie kierują się żadną logiką. (No, Ridge wychodzący szósty raz za tę samą kobietę przynajmniej jest zabawny. I nie robi tego za moje pieniądze)
Ostatnio jednak na moje nieszczęście dotarły do mnie jakieś wieści ze świata parlamentarnych przepychanek… i złapałam się za głowę. Ja przynajmniej złapałam się za swoją, poseł Palikot – za świński łeb, który z jakiegoś powodu postanowił rzucić na stół rozmawiając z dziennikarzem TVN 24. Podobno chciał w ten sposób zamanifestować swoje oburzenie sytuacją w PZPN, ale wyszedł tylko na błazna – bo kto wziąłby na poważnie człowieka, który zamiast rzeczowych argumentów posługuje się w dyskusji świńskim łbem? Następny krok to już tylko odpowiadanie na pytanie piosenką, jak to zwykli robić absztyfikanci w “Randce w ciemno”.
Moje załamanie pogłębiły wzajemne dąsy miłościwie nam panujących prezydenta i premiera. Jako że nie są w stanie się porozumieć, postanowili na spółkę nas kompromitować na arenie międzynarodowej. Brawo, panowie. Jeden kraj i dwie reprezentacje – to się na pewno spodoba. A może pan Kaczyński będzie mówił w imieniu Wolski? (Przepraszam za nędzny żart. Choć i tak na wyższym poziomie niż zachowanie wspomnianych panów).
To, że ludzie, którzy powinni w każdej sytuacji zachowywać się z klasą (bo za to właśnie się im płaci, do diabła!), robią z siebie pośmiewisko, jeszcze z trudem bym zniosła. W końcu to nad Wisłą taka świecka tradycja, że politycy rekrutują się głównie z tych, którzy nie mieli innego pomysłu na życie, a mózg mają mały i gładziutki jak piłeczka ping-pongowa. Gorzej, że za ich przykładem idą zwykli ludzie.
Przykład? Uprzejmie proszę, spójrzmy na nasze łódzkie podwórko, na którym od jakiegoś czasu aktywnie działa Grupa Pewnych Osób. Oczywiście szanuję i podziwiam ludzi, którzy walczą o to, żeby w naszym mieście było coraz ładniej i wygodniej, ale ich metody pozostawiają wiele do życzenia. Mam tu na myśli głównie akcję związaną z kampanią reklamową 36,6 (szanowny czytelniku, przeczytaj tę notkę, jeśli chcesz poznać szczegóły). Jaki sens ma odpowiadanie chamstwem na chamstwo? Czy takiego dyskutanta, który przychodzi pod budynek firmy i wykleja tam nieeleganckie napisy w ogóle można traktować poważnie? Ja bym chyba nie wyszła rozmawiać z protestującymi.
Nie zrozumcie mnie źle, nikomu nie bronię nie organizować podobnych akcji – bo wolność słowa cenię niezwykle wysoko, tylko nasuwa mi się pytanie – po co? Jak to świadczy o kimś, kto w ten sposób wyraża swoją opinię? Pewnie w dzisiejszych czasach takie podejście trąci myszką, ale jestem zdania, że każda publiczna debata, o nalepkach na przystankach, piłce nożnej czy polityce zagranicznej, powinna się odbywać kulturalnie i racjonalnie.
Czego sobie i Wam życzę.